Na ile coach ma być transparentny? To pytanie, które dla mnie jest zawsze zastanawiające. Bo z jednej strony, ta trochę już zużyta metafora lustra – a z drugiej, podstawowa dla coachingu partnerska relacja.

W lustrze jestem tylko płaszczyzną, w której odbija się rzeczywistość. Taka jaka ona jest – wolna od interpretacji, oceny, chęci zmiany. Na tafli widać tylko to co istnieje w rzeczywistości. Widać obraz klienta – to przestrzeń dla niego. Moją widać jedynie ramę i  ta rama trzyma obraz. Ale czy bez niej obrazu nie będzie? Oczywiście, że będzie. Odbicie będzie tak długo jak długo będę umieć i chcieć odbijać obraz Klienta. Tak długo, jak długo będę potrafiła zachować moją transparentność. Będę przenikalna.

A czy mogę być równocześnie przenikalna i być w partnerstwie? W partnerstwie widzę przestrzeń dla obu stron, obie są wyraźne, chociaż odrębne, w zupełnie innych barwach i stylu. Jest między nimi wymiana i prawo do wolności. Są dla siebie wartościowe. Każda wnosi coś unikalnego i charakterystycznego dla niej. Każda jest sobą. A równocześnie każda jest w swojej roli.

I właśnie o ten świadomy wybór roli coacha tu chodzi – o to by wybrać rozumiejąc konsekwencje. Chodzi też o to by tę rolę świadomie tworzyć.

Partnerstwo nie jest łatwe gdy jestem lustrem.  Bo jak tu być lustrem gdy słyszę pytanie od Klientki ”no i co tam Mikołaj na Święta przyniósł?” albo „a jakie Ty masz przemyślenia po tej sesji?”. Przecież to są pytania do partnera a nie do lustra. I tak na nie odpowiadam. Tak jak czuję w tej chwili, autentycznie, bez ukrytego celu.  Nie jestem lustrem i nie chcę nim być – chcę zapraszać klientów aby  się w nim przeglądali sami, sprawdzali jakie kolory im pasują, jakimi wartościami emanują, jak błyszczą im oczy. Metaforę lustra żegnam dziś z poczuciem wielkiej ulgi. I szukam nowej dla autentycznej, partnerskiej relacji klient-coach.

Kaja Kozłowska