Ktoś pięknie powiedział, że nasz świat nie potrzebuje już ludzi sukcesu. Potrzebuje ludzi czujących, świadomych, z otwartym sercem. Coach w naszym rozumieniu to nie popychacz, który przeprogramuje ci mózg, abyś mógł więcej, lepiej i szybciej. Wręcz przeciwnie. Czasem może dobrze jest mniej i wolniej? Po to by usłyszeć siebie, by być blisko z samym sobą.

Sukces może świetnie zagłuszyć pustkę. Na wierzchu błyszczy pięknymi wynikami i osiągnięciami a w środku dziura. Taka sama od lat, do której nawet nie chcemy zaglądać. Po to właśnie jest sukces – żeby tam nie zaglądać. Możemy się programować, wizualizować, ulepszać i nadymać. Ale dziura nie zarasta, czas jej nie leczy, dalej zieje pustką.

Jest też sukces biorący się z pełni. Jak Forest Gump po prostu biegniesz sam dla siebie i nawet dziwisz się, że w trakcie dołączają ludzie. Po prostu wypływasz w morze, a krewetki jakoś same się tam znajdują. I zauważcie, że taki sukces nigdy nie jest celem, jest przy okazji. By the way.

Dla nas coaching to droga do samego siebie. To przejście przez dziurę. Powoli, z otwartym sercem. To nawiązanie ze sobą łączności. Znalezienie tych kawałków siebie, których nie chcieliśmy widzieć. Czasem zaniechanie działań. Porwanie napisanego planu. Zabłądzenie na manowce (kocham manowce!) Pozwolenie sobie na błąd. Ba! nawet na dużo błędów. I to z czuciem, z otwartością. Bez pomysłu jak powinno być. Czyż to nie jest ludzkie?

Tym właśnie jest dla nas coaching. To znalezienie drogi do domu, to przeżycie życia w pełni żywym. Na ile „żywy” jesteś w tej chwili? Na ile wiesz, kim jesteś w środku? Sukces to tylko skutek uboczny 🙂

Tak rozumiany coaching nie ma nic wspólnego z modą, która przeminie.

Iwona Kubiak